Ewa Bławat
Podczas konferencji Lucky Mind Elżbieta Manthey opowiedziała o drodze od poczucia winy do sprawczości oraz o tym, jak wspierać dziecko w kryzysie, nie tracąc przy tym z oczu własnych potrzeb.
Elżbieta Manthey jest publicystką i popularyzatorką wiedzy o edukacji. Od 11 lat prowadzi portal Juniorowo.
Każdy rodzic reaguje inaczej, a proces przyjmowania rzeczywistości może przebiegać zupełnie odmiennie w zależności od sytuacji.
Jakie mogą być okoliczności, w których dociera do nas sygnał, że z dzieckiem dzieje się coś poważnego?
Grom z jasnego nieba – nagłe uświadomienie sobie, że dziecko przeżywa kryzys.
Samookaleczenie – sygnał, którego nie można bagatelizować.
Próba samobójcza – dramatyczne wydarzenie, które uświadamia powagę sytuacji.
Informacje od nauczyciela lub pedagoga – sygnały o trudnościach dziecka, które zauważają osoby z jego otoczenia.
Kropla przepełniająca szklankę – moment, w którym pojawiają się myśli: „To trwa już za długo”, „Za dużo tego, coś jest nie tak”, a poszczególne sygnały nagle zaczynają układać się w całość.
Dopuszczenie do świadomości, że dziecko znajduje się w kryzysie, wymaga czasu. Towarzyszy temu mieszanina emocji i myśli, z którymi rodzic musi się zmierzyć. Nie jest to łatwe, a jeszcze trudniejsze może być wypowiedzenie tego na głos.
Rodzic przechodzi przez kolejne etapy, podobnie jak w przypadku żałoby. Na początku pojawiają się zwykle ogromne zaskoczenie, niedowierzanie, lęk i zagubienie. Ten stan może trwać przez pewien czas. Następnie przychodzą dwa skrajnie przeciwne stany: złość i poczucie winy. To całkowicie normalne, że rodzic może odczuwać nawet pretensje do dziecka. Może złościć się również na innych członków rodziny, szkołę, kolegów nastolatka, cały system, a nawet świat. Wszystkie te emocje mogą przeplatać się z ogromnym poczuciem winy.
Elżbieta Manthey zwraca uwagę na moment, w którym do rodzica wreszcie dociera, że dotychczasowa sytuacja nie była dobra i że trzeba coś zmienić. Często pojawia się wtedy obwinianie się za to, że wcześniej nie podjęło się żadnych działań albo bagatelizowało sygnały świadczące o tym, że dzieje się coś złego. Warto jednak pamiętać, że jeszcze tydzień, miesiąc czy rok wcześniej rodzic nie miał takiej wiedzy, świadomości ani uważności, jaką ma teraz.
Sygnały wysyłane przez dziecko nie przychodzą wraz z ich interpretacją ani instrukcją, jak należy postępować. Kiedy obserwujemy wycofanie, płacz, złość, drażliwość czy zmęczenie, nadajemy tym zachowaniom znaczenie na podstawie tego, co już wiemy, czego się spodziewamy i co jesteśmy gotowi przyjąć.
Co wpływa na interpretację sygnałów? Z pewnością kontekst, nasze przekonania, mechanizmy obronne chroniące nas przed bólem, a także brak wiedzy o dziecku i jego rozwoju. Kiedy docierają do nas wszystkie fakty i jesteśmy w stanie je zaakceptować, chcemy natychmiast przejść do działania. Pragniemy przynieść ulgę dziecku i zapewnić mu bezpieczeństwo. Jednocześnie staramy się zmniejszyć własne poczucie bezradności i odsunąć od siebie ogromny lęk. Niestety, często przeszkadzają nam w tym opór nastolatka, jego milczenie, niechęć do współpracy, a także ograniczony dostęp do specjalistów.
Elżbieta Manthey podkreśla, że kryzys nie trwa pięciu minut. Zwykle towarzyszy rodzinie przez kilka lat. Nie jesteśmy w stanie pstryknąć palcami i naprawić całego zła. W tym czasie cała rodzina potrzebuje wsparcia. Rodzice pozostają w ciągłym stanie czuwania i często nie potrafią się rozluźnić, nawet na chwilę.
Co jest w takiej sytuacji szczególnie ważne?
Musimy zadbać o siebie. Jeśli całkiem się posypiemy, nie będziemy w stanie nikomu pomóc.
Zbyt szybkie tempo i chęć zrobienia wszystkiego naraz często prowadzą do złych rezultatów. Nie możemy przebiec maratonu sprintem, bo zabraknie nam tchu. Jeśli jednak odpowiednio rozłożymy siły, będziemy mogli być oparciem dla młodego człowieka nawet wtedy, gdy sami nie będziemy wiedzieli, co zrobić.
Rodzic musi mieć siłę, by zdobywać wiedzę, organizować pomoc, opiekować się nastolatkiem i nie wpadać w panikę. Najważniejsze jest to, by dostrzegać zarówno dziecko, jak i siebie. Panika sprawia, że błądzimy po omacku i tracimy zdolność do skutecznego działania. Dlatego tak istotne jest, aby dać sobie czas, zaakceptować własne emocje i podejmować kolejne kroki w miarę swoich możliwości.
Elżbieta Manthey zadała pytanie: czym właściwie jest sprawczość w sytuacji kryzysowej? Według niej sprawczość oznacza obecność, świadomy wybór, korzystanie z pomocy i odpowiedzialność za własne działania.
Czasem sprawczym działaniem jest wykonanie telefonu, a czasem poproszenie kogoś o pomoc. Bywa też, że jest nim po prostu decyzja, że choć w danym momencie nie potrafimy pomóc dziecku, możemy je przytulić, usiąść obok i płakać razem z nim.
Czasem sprawczość oznacza również zaakceptowanie własnej bezradności.
Sprawczość nie jest wszechmocą ani możliwością ochronienia dziecka przed każdym bólem. To umiejętność rozpoznania, na co mamy wpływ, i świadomego wybrania kolejnego kroku.
Kryzys psychiczny dziecka jest ogromnym wyzwaniem nie tylko dla niego samego, ale również dla całej rodziny. Poczucie winy, lęk, złość i bezradność to emocje, które mogą towarzyszyć rodzicom na różnych etapach mierzenia się z trudną rzeczywistością. Nie oznacza to jednak, że zawiedli.
Ważne, aby nie zatrzymywać się na pytaniu „Co przeoczyłam?”, lecz stopniowo kierować uwagę na to, co można zrobić teraz. Nie mamy wpływu na wszystko, nie zawsze potrafimy od razu znaleźć rozwiązanie i nie jesteśmy w stanie samodzielnie usunąć każdego cierpienia. Możemy jednak być obecni, szukać pomocy, zdobywać wiedzę i podejmować kolejne kroki.
Wspierając dziecko, nie możemy zapominać o sobie. Dbanie o własne siły nie jest egoizmem, lecz jednym z warunków długofalowego wspierania młodego człowieka.
Nie musimy wiedzieć wszystkiego ani umieć naprawić wszystkiego. Czasem największą sprawczością jest pozostanie obok, przyznanie się do bezradności i poszukanie pomocy.
Osiedle Witosa 32
83-200 Nowa Wieś Rzeczna
Starogard Gdański
tel. 691 953 200
Osiedle Witosa 32
83-200 Nowa Wieś Rzeczna
Starogard Gdański
Toni Lenart 2024