Ewa Bławat
O tym, jak wygląda świat z perspektywy nastolatka i dlaczego my, dorośli, tak często nie potrafimy tego dostrzec, opowiadała Marzena Żylińska podczas wykładu poświęconego wyzwaniom współczesnego dorastania. To temat, obok którego trudno przejść obojętnie, szczególnie jeśli jesteśmy rodzicami lub pracujemy z młodymi ludźmi.
Marzena Żylińska jest doktorem nauk humanistycznych, metodyczką i germanistką. Autorką książek poświęconych nowoczesnej edukacji, w tym publikacji dotyczących neurodydaktyki. Jest inicjatorką i współtwórczynią ruchu Budzących się Szkół. Prowadzi szkolenia i warsztaty dla nauczycieli oraz organizuje konferencje.
Dr Żylińska postawiła tezę, że niełatwo jest być nastolatkiem we współczesnym świecie. Zadała też pytanie, czy dorośli potrafią to zrozumieć. Jej zdaniem często nam się to nie udaje. Dlaczego? Między innymi dlatego, że brakuje nam empatii i próbujemy patrzeć na problemy młodych ludzi z własnej perspektywy.
Dlaczego dorośli tak często mówią, że młodzi mają dziś dobrze, skoro dane pokazują zupełnie coś innego? Jak podkreślała prelegentka, wskaźniki dotyczące zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży uległy pogorszeniu. Przytoczone podczas wykładu dane wskazywały, że od 2016 roku wzrosły:
o ponad 85% – wskaźniki dotyczące zaburzeń depresyjnych,
o ponad 70% – poczucie samotności,
o blisko 15% – odsetek osób odczuwających uporczywy smutek.
Dlaczego więc wielu dorosłych nie dostrzega problemu lub go bagatelizuje? Być może dlatego, że sami przyzwyczailiśmy się do określonego sposobu myślenia. Porównujemy młodość naszych dzieci z własną i zakładamy, że skoro kiedyś dawaliśmy sobie radę, one również powinny. Tymczasem świat, w którym dorastają, wygląda zupełnie inaczej.
Wyjście poza własne schematy wymaga wysiłku. Ale bez tego trudno naprawdę zrozumieć młodego człowieka.
Okres dojrzewania to czas intensywnych zmian. Wiele ważnych procesów zachodzi jednocześnie, a młody człowiek musi odnaleźć się w nowym ciele, nowych emocjach i coraz większych oczekiwaniach otoczenia. Nastolatek często odbiera różne sytuacje bardzo intensywnie. To, co dorosłemu może wydawać się drobiazgiem, dla młodego człowieka bywa prawdziwą przeszkodą. Jeśli nastolatek mówi, że nie pójdzie do sklepu, bo ma tłuste włosy, niekoniecznie przesadza. Być może naprawdę odczuwa tak duży dyskomfort, że wyjście z domu wydaje mu się niemożliwe.
Warto pamiętać, że mózg nastolatka wciąż się rozwija. Szczególnie istotna jest kora przedczołowa, która uczestniczy m.in. w planowaniu, kontrolowaniu impulsów i przewidywaniu konsekwencji. Jej rozwój trwa przez okres dojrzewania i wczesnej dorosłości. To między innymi dlatego młodym ludziom może być trudniej planować kolejne kroki, powstrzymywać impulsywne reakcje czy spojrzeć na sytuację z szerszej perspektywy. Nie zawsze potrafią też trafnie odczytać intencje innych ludzi i zrozumieć, co ktoś czuje.
Dr Żylińska zwróciła również uwagę na to, że nastolatki nie zawsze potrafią kontrolować mimikę twarzy i sposób wyrażania emocji. Zdarza się, że stres, zakłopotanie czy niepewność maskują pozorną obojętnością albo pogardliwym uśmieszkiem. Dlatego tak ważne jest, by nie wydawać wyroków zbyt szybko i nie oceniać młodych ludzi bez próby zrozumienia, co naprawdę się z nimi dzieje. Zbyt pochopne interpretacje prowadzą do nieporozumień i konfliktów.
Żyjemy w świecie nastawionym na rezultaty. Liczą się wyniki, osiągnięcia, rankingi i bycie najlepszym. Niestety, w tym wyścigu młody człowiek i jego samopoczucie często schodzą na dalszy plan. Rodzice bywają najbardziej dumni z dzieci wtedy, gdy te osiągają najlepsze wyniki w klasie, szkole czy drużynie. Znacznie rzadziej doceniamy sam proces uczenia się, wysiłek, ciekawość świata czy odwagę do podejmowania prób mimo trudności.
Tymczasem ciągła rywalizacja wywiera ogromną presję. Nie pomaga w tym również system edukacji, który często sprawia, że naukę zaczynamy traktować jak wyścig. Skupiamy się na świadectwach z paskiem, ocenach i rankingach szkół, zamiast zastanowić się, jak wspólnie pomóc uczniowi rozwijać się i radzić sobie z trudnościami. Zarówno rodzicom, jak i nauczycielom powinno zależeć nie tylko na wynikach, ale przede wszystkim na dziecku i jego dobrostanie. W przeciwnym razie młody człowiek staje się narzędziem do potwierdzania sukcesów dorosłych.
Dr Żylińska przywołała również słowa pedagożki Anny Szulc, zwracając uwagę na potrzebę odejścia od nadmiernie sformalizowanej relacji nauczyciela z uczniem. Chodzi o to, by stanąć naprzeciw nastolatka jak człowiek naprzeciw drugiego człowieka i zobaczyć w nim kogoś równego sobie – z jego lękami, problemami, trudnościami i marzeniami.
Celem takiej relacji powinno być wspieranie rozwoju, a nie wyłącznie egzekwowanie wymagań.
Podczas wykładu pojawił się również wątek znaczenia relacji w procesie uczenia się. Neurobiolog Gerald Hüther podkreśla rolę więzi i kontaktów międzyludzkich w rozwoju człowieka. Nie jesteśmy stworzeni do funkcjonowania w ciągłej rywalizacji. Współpraca, poczucie przynależności i możliwość uczenia się od innych mają ogromne znaczenie. Dlatego praca grupowa i wspólne rozwiązywanie problemów mogą być tak wartościowymi elementami edukacji.
Kiedy uczniowie współpracują, wymieniają się pomysłami i wspólnie szukają rozwiązań, nauka staje się czymś więcej niż zdobywaniem ocen. Staje się również okazją do rozwijania umiejętności społecznych, budowania relacji i doświadczania tego, że nie wszystko trzeba robić samemu.
Podczas wykładu przywołano również dane z raportu „Diagnoza młodzieży 2026”, według których:
60% nastolatków żyje w stanie chronicznego stresu i zmęczenia,
70% wskazuje szkołę jako źródło codziennego napięcia,
78% obawia się porażki na rynku pracy.
Dzisiejsi nastolatkowie mierzą się z problemami, które jeszcze do niedawna kojarzyły się przede wszystkim z dorosłością. Martwią się o swoją przyszłość, wybór zawodu i szanse na rynku pracy. Wiedzą, że nawet wysoki poziom wykształcenia nie daje dziś gwarancji zatrudnienia.
Jednocześnie szkoła często staje się kolejnym źródłem stresu. Młodzi ludzie czują presję, by być najlepsi, osiągać wysokie wyniki i radzić sobie ze wszystkim. Nawet uczniowie, którzy dobrze się uczą, mogą doświadczać przemęczenia i objawów wypalenia.
Żyjemy w kulturze nadmiaru. Więcej, szybciej, lepiej i jeszcze więcej. Brakuje nam czasu, żyjemy w pośpiechu, jesteśmy przebodźcowani, a do tego nieustannie się kontrolujemy i porównujemy z innymi. Nie uczymy młodych ludzi, jak znaleźć równowagę między pracą, karierą i dążeniem do kolejnych osiągnięć a tym, co naprawdę ważne: rodziną, relacjami, pasjami i własnym rozwojem.
A przecież życie nie powinno być niekończącym się wyścigiem.
Dr Żylińska zwróciła uwagę na to, że oczekiwanie, by nastolatek zawsze dawał z siebie wszystko i osiągał zamierzone rezultaty, może prowadzić do frustracji. Stwierdzenie „Jak się postarasz, to dasz radę” może brzmieć jak motywacja, ale bywa również bardzo obciążające. Bo co, jeśli ktoś naprawdę się stara, a mimo to nie daje rady?
Nie wszystko zależy od chęci i wysiłku. Czasami zadanie jest zbyt trudne, czasami brakuje nam zasobów, wsparcia albo zwyczajnie sił. To nie zawsze oznacza lenistwo czy brak zaangażowania.
Młodym ludziom szczególnie trudno jest funkcjonować w otoczeniu, w którym dorośli przekonują ich, że szkoła jest najważniejsza, a wyniki decydują o ich przyszłości.
Tylko czy naprawdę tak powinno być? Co powinno stać na pierwszym miejscu – szkoła czy życie?
„Tam, gdzie celem są wyniki, traci się z oczu człowieka”.
To zdanie dobrze podsumowuje problem, na który zwróciła uwagę prelegentka. Kiedy wszystko podporządkowujemy osiągnięciom, łatwo przeoczyć to, co dzieje się z młodym człowiekiem. Jego zmęczenie, lęk, samotność i potrzebę bliskości.
Takie podejście wpływa również na życie rodzinne. Brakuje czasu na rozmowę, wspólne spędzanie czasu i zwykłą obecność. Rodziny coraz częściej funkcjonują obok siebie, zamiast naprawdę być razem. A cena braku więzi może być bardzo wysoka.
Ciągłe ocenianie, kontrolowanie i krytykowanie nie buduje bliskości. Może sprawić, że młodzi ludzie zaczną się od nas oddalać, zamykać w sobie i coraz rzadziej dzielić się tym, co naprawdę przeżywają.
Być może nie mamy wpływu na wszystkie wyzwania, z którymi mierzą się dziś nastolatkowie. Nie zmienimy od razu systemu edukacji, presji społecznej ani całego świata, w którym dorastają.
Mamy jednak wpływ na to, jak ich traktujemy. Czy potrafimy ich wysłuchać, zanim ocenimy? Czy zauważamy ich wysiłek, nawet jeśli nie przynosi oczekiwanych rezultatów? Czy dajemy im przestrzeń na błędy, odpoczynek i bycie sobą?
Uczymy się od ludzi, których lubimy i szanujemy. Relacja ma znaczenie. Dlatego warto przyjrzeć się nie tylko temu, czego oczekujemy od dzieci i młodzieży, ale również temu, co sami wnosimy do naszych relacji.
Może czasem zamiast kolejnego pytania o ocenę warto zapytać: „Jak się czujesz?”, „Co było dziś dla ciebie trudne?” albo po prostu: „Czy chcesz mi o tym opowiedzieć?”.
Nastolatek nie potrzebuje kolejnego dorosłego, który będzie go nieustannie oceniał i poprawiał. Potrzebuje kogoś, przy kim może poczuć się bezpiecznie, zostać wysłuchanym i być sobą.
Nie musimy mieć odpowiedzi na wszystkie pytania ani rozwiązywać każdego problemu. Czasem wystarczy, że jesteśmy obok i pokazujemy młodemu człowiekowi, że jest dla nas ważny nie ze względu na swoje osiągnięcia, ale po prostu dlatego, że jest. I może właśnie od tego warto zacząć – od relacji, w której człowiek jest ważniejszy niż wynik.
Osiedle Witosa 32
83-200 Nowa Wieś Rzeczna
Starogard Gdański
tel. 691 953 200
Osiedle Witosa 32
83-200 Nowa Wieś Rzeczna
Starogard Gdański
Toni Lenart 2024